Nr ISSN 2082-7431
Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie.
1586. Polska Eskadra Specjalnego Przeznaczenia.







1586. Polska Eskadra Specjalnego Przeznaczenia.


W swojej historii - jak chyba żadna inna jednostka Polskich Sił Zbrojnych - 1586 (Polska) Eskadra Specjalnego Przeznaczenia skupia niczym soczewka cały zbrojny i polityczny wysiłek Polski w Drugiej Wojnie Światowej. Jako jednostka liniowa jej załogi latały nad zachodnią Europą w ramach brytyjskiego Royal Air Force, a jednocześnie przerzucały do Polski sprzęt, żołnierzy AK i kurierów politycznych, stając się pomostem pomiędzy Rządem Emigracyjnym a okupowanym Krajem.
W czasie swojej działalności jednostka była narzędziem używanym przez zachodnie mocarstwa, dla wsparcia ich celów, ale jednocześnie była przez nie ograniczana, kiedy w grę wchodziła wielka polityka. I chociaż Eskadra została powołana do życia rozkazem z dnia 4 listopada 1943 roku, to geneza jej utworzenia sięga jeszcze roku 1939, a zatem na długo przed powstaniem 301 Dywizjonu Bombowego "Ziemi Pomorskiej", z którym to dywizjonem 1586. (P)ESP jest łączona.
27 września 1939 roku w oblężonej Warszawie, na dzień przed jej kapitulacją zawiązana zostaje organizacja konspiracyjna Służba Zwycięstwu Polski (w późniejszych latach przemianowana na Związek Walki Zbrojnej, a następnie Armię Krajową) pod dowództwem gen. bryg. Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza, podległa Rządowi Polskiemu na Uchodźstwie.
Od samego początku rząd gen. Sikorskiego podejmuje działania w celu nawiązania stałej lotniczej łączności z okupowanym krajem. Początkowo na przeszkodzie stoją możliwości techniczne i brak zidentyfikowanych i zabezpieczonych lądowisk/miejsc zrzutów. Sytuacja komplikuje się znacznie bardziej po przystąpieniu Włoch do wojny (10 czerwca 1940 roku), i kapitulacji Francji (22 czerwca 1940 roku) w skutek czego Rząd Polski musiał się przenieść do Londynu.

Po przejęciu sterów w rządzie brytyjskim przez Winstona Churchilla utworzone zostaje w lipcu 1940 roku Kierownictwo Operacji Specjalnych (ang. Special Operations Executive - SOE) z określonym przez premiera Churchilla zadaniem "podpalenia Europy". Przy SOE powstała "Sekcja Polska", z którą współpracować miał VI Oddział Sztabu Naczelnego Wodza (odpowiedzialny za łączność z krajem).
Na potrzeby SOE sformowano w sierpniu 1940 roku 419 Eskadrę RAF (całkowicie brytyjską), przemianowaną później na 1419 Eskadrę Specjalnego Przeznaczenia. Pierwszy lot do Polski miał zostać wykonany 20 grudnia 1940 roku przy użyciu samolotu Whitley, jednak wykonane w ostatnim momencie obliczenia (spadochroniarze byli już na pokładzie) wykazały, że zasięg jest o około 160 km za krótki i pilot odmówił lotu.
Polski rząd nalegał na oddanie do dyspozycji Naczelnego Wodza dwóch maszyn z polskimi załogami, jednak spotkało się to z odmową Brytyjczyków. Ostatecznie pierwszy lot skoczków do Polski odbył się dopiero w nocy 15/16 lutego 1941 roku w ramach operacji "Adolphus". Pilot omyłkowo dokonał zrzutu na terenach wcielonych do Rzeszy, jednak skoczkom (cichociemni mjr Stanisław Krzymowski, kpt. Józef Zabielski oraz kurier polityczny Czesław Raczkowski) udało się dotrzeć do miejsc przeznaczenia. Niestety zasobniki z zaopatrzeniem przepadły.
Pomimo, iż lot rozpatrywany był w kategoriach sukcesu, to wskazał on też na potencjalne ryzyko - samolot po locie trwającym około 12 godzin wylądował na macierzystym lotnisku z zapasem na jedynie kolejne 15 minut lotu. Ponadto noce stawały się coraz krótsze, co dodatkowo mogło narażać samolot (a tym samym załogę) na dostrzeżenie i strącenie przez niemieckie myśliwce lub artylerię przeciwlotniczą (lot odbywał się w całości nad terytorium wroga). W związku z powyższym Brytyjczycy zawiesili loty do Polski.



Samolot bombowy Armstrong Whitworth Whitley.
Źródło: Domena publiczna.

Naciski na Brytyjczyków i rozmowy w celu pozyskania samolotów od Amerykanów (niezależnie od rządu JKM) zaowocowały zgodą Ministerstwa Lotnictwa na utworzenie Polskiej Sekcji do Zadań Specjalnych, wydaną w czerwcu 1941 roku. We wrześniu pierwsza załoga (Sgt Stanisław Mierniczek - I pilot, Sgt Franciszek Sobkowiak - II pilot, F/O Stanisław Król - nawigator, Sgt Walenty Wasilewski - radiooperator, Sgt Józef Chodyra - strzelec, Sgt Rudolf Mol - strzelec) została odkomenderowana z polskiego 301 Dywizjonu Bombowego w celu przeszkolenia na samolotach Whitley.
16 października załoga ta (bez Sgt. Mierniczka, ale wzmocniona o pilota F/O Tadeusza Jasińskiego i mechanika pokładowego Sgt. Jerzego Sołtysiaka) rozpoczęła szkolenie na 4-silnikowych samolotach Handley-Page Halifax.
25 października załoga F/O Jasińskiego jako pierwsza z planowanych trzech dołączyła do 138 Dywizjonu do Zadań Specjalnych (powstałego z rozbudowy 1419 Eskadry), tworząc zalążek Polskiego Klucza w Eskadrze A tego dywizjonu.
Pierwszy lot do Polski załoga F/O Jasińskiego wykonała 7 listopada tzw. Trasą Nr 1 (nad Danią) w ramach operacji "Ruction". Celem operacji był zrzut trzech Cichociemnych (w tym okrytego później legendą por. Jana Piwnika "Ponurego") w rejonie Łowicza. W tym pierwszym locie polskiej załogi udział wziął również w roli obserwatora W/Cdr Roman Rudkowski (oficer łącznikowy Oddziału VI Naczelnego Wodza przy 138 Dywizjonie, późniejszy cichociemny).
Przed dokonaniem zrzutu, F/O Jasiński wypuścił podwozie, którego na skutek oblodzenia nie udało się później wciągnąć. Skok Cichociemnych odbył się bez przeszkód jednak powrót samolotu do Wielkiej Brytanii okazał się niemożliwy. Wypuszczone podwozie stawiało duży opór aerodynamiczny spowalniając maszynę i przekładając się na wyższe spalanie paliwa. Nad okupowaną Danią dowódca podjął decyzję o locie do neutralnej Szwecji, gdzie samolot wylądował bezpiecznie nad ranem 8 listopada. Załoga zgodnie z instrukcjami zniszczyła Halifaxa zanim została internowana. Wkrótce jednak wszyscy zostali zwolnieni i powrócili do Anglii na początku 1942 roku.



Por. CC. Jan Piwnik "Ponury" zrzucony do Kraju 7 listopada 1941 r., przez załogę F/O Jasińskiego w ramach operacji "Ruction". Źródło: Domena publiczna.

Drugą polską załogą przydzieloną do Dywizjonu 138 była załoga Sgt. Juliana Pieniążka. Swój pierwszy lot do Polski wykonała ona w nocy z 27 na 28 grudnia 1941 roku na Halifaxie II (oznaczenie NF-W) w ramach operacji "Jacket". Celem operacji był zrzut 6 cichociemnych ponownie w okolicach Łowicza. Nie mogąc odnaleźć celu, zrzut wykonano "na ślepo", w wyniku czego skoczkowie wylądowali blisko pozycji niemieckich (w walce, która się wywiązała zabito 4 Niemców, ale śmierć poniosło 2 cichociemnych: kpt. Marian Jurecki i kpt. Andrzej Świątkowski). Samolot pilotowany przez Sgt. Pieniążka wrócił bezpiecznie do Anglii.
Następny lot ta sama załoga wykonała w nocy z 6 na 7 stycznia 1942 roku (na Halifaxie NF-W) w celu przerzutu 6 cichociemnych, wraz ze sprzętem na placówkę w okolicach Mińska Mazowieckiego. Z powodu pojawienia się w okolicy zrzutu jednostek niemieckich, placówka odbiorcza nie nadała z ziemi ustalonych sygnałów. Po trzech nieudanych podejściach, bez kontaktu z ziemi, ponownie wykonano zrzut "na ślepo" z niskiej wysokości. Cichociemni odnieśli lekkie obrażenia. Bez pomocy Podziemia nie byli w stanie przetransportować zrzuconego sprzętu i oddalili się z miejsca lądowania. Samolot pilotowany przez Sgt. Pieniążka wylądował w Anglii po 13 godzinach na pustych zbiornikach.

Dowódcą trzeciej polskiej załogi przydzielonej do dywizjonu 138 był F/O Ryszard Zygmuntowicz. Jego załoga posiadała dodatkowego nadliczbowego "lotnika". Był nim brązowy jamnik o imieniu Żmijka, który dzielił ze swoją załogą trudy i niebezpieczeństwa długich lotów do Polski. Swój pierwszy taki lot załoga ta (choć z Sgt. Pieniążkiem jako I Pilotem) wykonała w nocy z 27/28 lutego 1942 roku w ramach operacji "Collar" na Halifaxie NF-W.
Celem operacji był zrzut 6 cichociemnych. Podczas tankowania przed startem, do zbiornika wpadł fragment gumowego przewodu. Regulaminy RAF nakazywały w takich wypadkach wyłączenie maszyny z użycia i wymianę zbiornika. Mechanik pokładowy Sgt Mądrecki, dla którego miał być to pierwszy lot do Polski nie dał jednak za wygraną i po usilnych prośbach uzyskał zgodę brytyjskiego dowódcy na improwizowaną próbę wyciągnięcia przewodu. Upartemu mechanikowi zajęło to 10 minut, ale próba zakończyła się sukcesem. Po okazaniu dowódcy przewodu, otrzymano zgodę na lot.

Tej samej nocy drugi Halifax polskiego klucza (NF-V) wystartował do Polski z brytyjską załogą (ale z F/O Stanisławem Królem jako nawigatorem) w celu zrzutu 6 cichociemnych w rejonie Bydgoszczy (operacja "Boot"). Oba loty zakończyły się niepowodzeniem.
NF-W trafiony nad Danią musiał zawrócić do Anglii, a NF-V na skutek mgły nie zlokalizował zrzutowiska i z cichociemnymi powrócił na macierzyste lotnisko. Operacja "Collar" została powtórzona przez załogę Sgt. Pieniążka w nocy 3/4 marca, tym razem z pełnym sukcesem.
W marcu do dywizjonu dołączyła powracająca z internowania w Szwecji załoga F/O Jasińskiego. W miesiącu tym polskie załogi wykonywały loty do Austrii i Czechosłowacji. Kolejny lot do Polski, na ponowne wykonanie operacji "Boot", przeprowadziła załoga F/O Zygmuntowicza w nocy z 27 na 28 marca. Trzy noce później 30/31 marca ta sama załoga w ramach operacji "Legging" wystartowała w celu zrzutu cichociemnych i sprzętu w okolice Końskiego.
Placówki nie zlokalizowano i zrzut wykonano na ślepo. Cichociemni wylądowali bezpiecznie, ale sprzęt przepadł. Z takim samym rezultatem zakończył się tej samej nocy lot załogi Sgt. Pieniążka na operację "Belt" (zrzut na placówkę w okolicach Warszawy).
Ostatnią operacją w sezonie 1941/1942 była misja "Cravat", czyli zrzut w okolicy Łowicza wykonany pomyślnie przez załogę Sgt. Pieniążka w nocy z 8 na 9 kwietnia.

Pierwszy sezon zrzutowy zakończył się wykonaniem 12 misji (10 wykonanych przez załogi polskie i 2 przez brytyjskie), z czego tylko 4 były w pełni udane, kosztem jednego utraconego samolotu (i czasowo internowanej załogi). Ze względu na krótsze noce dalsze loty do Polski oficjalnie wstrzymano do nadejścia jesieni.
Mimo to w nocy z 15 na 16 kwietnia załoga sgt. Pieniążka została wysłana w celu bombardowania portu w Królewcu (czas trwania tego lotu był krótszy od średniego czasu lotu do Polski o jedynie około 30 minut).
Pierwszy sezon lotów pokazał również nieprzychylny stosunek brytyjskiego personelu do Polaków w 138 Dywizjonie. Świadczyć może o tym list F/O Antoniego Voellnagela do gen. Stanisława Ujejskiego (dowódcy Polskich Sił Powietrznych), w którym skarży się na trudności piętrzone przez Brytyjczyków: niedostarczania części zamiennych do maszyn, opóźnianie modyfikacji polskich maszyn do długotrwałych lotów do Polski, kierowanie polskich załóg do lotów nad pozostałe kraje Europy.

Z początkiem kwietnia do 300 Polskiego Dywizjonu Bombowego odchodzi F/O Tadeusz Jasiński. Jego miejsce zajmuje Sgt. Stanisław Kłosowski - dotychczasowy II pilot w załodze Sgt. Pieniążka. 22 kwietnia polski klucz poniósł pierwszą stratę. Wówczas to to na rozkaz dowódcy 138 dywizjonu, W/Cdr Farleya (któremu Polacy bezpośrednio podlegali), mimo złej pogody załoga F/O Zygmunotwicza wykonała lot nad Austrię. Miał on na celu zrzut radzieckich agentów NKWD, którzy zostali przetransportowani z ZSRR do Anglii kilka tygodni wcześniej w ramach współpracy między SOE a NKWD.
Ich zrzut był już dwukrotnie odwoływany w trakcie trwania lotu, co nie rozumiejący aspektów technicznych enkawudziści odczytywali jako sabotaż. Protesty ZSRR w brytyjskim MSZ spowodowały naciski na dowódcę dywizjonu 138, aby zrzut został wykonany. Z nieznanych powodów W/Cdr Farley zlecił wykonanie tej misji załodze F/O Zygmunotwicza. Samolot rozbił się w Alpach Bawarskich w drodze do celu. Zginęła cała załoga:
F/O Ryszard Zygmuntowicz, F/Lt. Antoni Voellnagel, Sgt Czesław Mądracki, Sgt Leon Wilmański, Sgt. Bronisław Karbowski, Sgt Mieczysław Wojciechowski, a także dwaj oficerowie RAF: W/Cdr R. Farley i P/O J.A. Pulton. Brytyjska potrzeba przypodobania się sowietom kosztowała życie 6 polskich lotników.



Samolot bombowy Halifax Mk III. Źródło: Domena publiczna.

8 maja 1942 r., miejsce po utraconej załodze F/O Zygmuntowicza zajęła załoga Sgt. Stanisława Jensena. W okresie letnim polskie załogi wykonywały głównie loty do Francji. Loty do Polski wznowiono w nocy z 1 na 2 września 1942 roku inaugurując sezon operacyjny "Intonacja". Tej nocy, po raz pierwszy do lotu nad Polskę wystartowały wszystkie 3 polskie załogi:

- załoga awansowanego do stopnia P/O Pieniążka (lecąca na Halifaxie NF-S), dokonała pomyślnego zrzutu cichociemnych i zasobników w okolicach Grójca (operacja "Smalllpox" - jednym ze zrzuconych cichociemnych był kpt. Bolesław Kontrym ps. "Żmudzin");
- załoga awansowanego do stopnia F/Sgt Jensena (Halifax NF-R), dokonała zrzutu cichociemnych i zasobników w Puszczy Kampinoskiej (operacja "Chickenpox");
- załoga awansowanego do stopnia F/Sgt Kłosowskiego (Halifax NF-T) nie odnalazła placówki i zawróciła do Anglii nie dokonując zrzutu (operacja "Rheumatism");

W nocy z 3 na 4 września załoga F/Sgt Kłosowskiego powtórzyła operację "Rheumatism", tym razem z powodzeniem. Tej samej nocy załoga P/O Pieniążka dokonała udanego zrzutu w okolicy Łowicza w ramach operacji "Measles". 15 września polska sekcja została wzmocniona załogą F/O Stanisława Pankiewicza.
Niesprzyjające warunki pogodowe opóźniły dalsze loty do Polski, które wznowiono dopiero w nocy z 1/2 października. Tej nocy wystartowały trzy Halifaxy:

- NF-T pilotowany przez F/Sgt Franciszka Sobkowiaka (dotychczas drugi pilot w załodze Sgt. Kłosowskiego) dokonał zrzutu 6 cichociemnych w okolicach Dęblina (operacja "Gimlet");
- NF-U pilotowany przez awansowanego do stopnia W/O Kłosowskiego dokonał zrzutu 4 cichociemnych w okolicach Siedlec (operacja "Chisel" - jednym z cichociemnych był por. Eugeniusz Kaszyński "Nurt"). Długie poszukiwanie zrzutowiska spowodowały, że w drodze powrotnej samolot rozbił się w Anglii z braku paliwa. Załoga wyszła bez szwanku;
- NF-A pilotowany przez F/Sgt Jensena dokonał zrzutu 4 cichociemnych w okolicy Garwolina (operacja "Hammer");

Następnej nocy załoga P/O Pieniążka dokonała zrzutu 4 cichociemnych w okolicy Siedlec (operacja "Latha") lecąc samolotem NF-S. W nocy z 24/25 października załoga F/Sgt Sobkowiaka dokonała zrzutu brytyjskiego skoczka na terenie okupowanej Estonii.
Ponawiane przez gen. Stefana Roweckiego "Grota" (dowódcę Armii Krajowej) prośby o zbombardowanie zajętego przez Niemców podwarszawskiego lotniska Okęcie i siedziby Gestapo w al. Szucha w Warszawie przyniosły rezultat i uzyskano zgodę z Ministerstwa Lotnictwa. Miało do tego dojść w nocy z 29/30 października, kiedy to z bazy w Anglii wystartowały trzy maszyny polskiego klucza:

- NF-A F/Sgt Jensena z sześcioma cichociemnymi (operacja "Brace"), nie otrzymał sygnałów z ziemi i zawrócił po długim krążeniu nad placówką nie dokonując zrzutu. Samolot wylądował po 14 godzinach i 15 minutach z pustymi zbiornikami, zaś silniki zgasły z braku paliwa jeszcze podczas dobiegu, tak że samolot trzeba było ściągać z pasa. Był to najdłuższy w historii lot wykonany Halifaxem.
- NF-S F/Sgt Sobkowiaka z trzema cichociemnymi (operacja "Pilres"), nie zlokalizował placówki w okolicach Opola Lubelskiego i zawrócił w stronę Anglii. Samolot rozbił się niedaleko Egersund w Norwegii grzebiąc całą załogę: F/Sgt Franciszek Sobkowiak, W/O Franciszek Zaremba, F/O Mariusz Wodzicki, Sgt Czesław Kozłowski, P/O Franciszek Pantkowski, F/Sgt Tadeusz Madejski, F/Sgt Wacław Żuk, a także trzech cichociemnych: por. Wiesław Szpakowicz "Pak", por. Stanisław Hencel "Pik", ppor. Jerzy Bichniewicz "Błękitny".
- NF-T P/O Kazimierza Szrajera (dotychczas drugi pilot w załodze F/Sgt Jensena) z dwoma bombami 500 funtowymi i czterema 250 funtowymi w celu zbombardowania siedziby Gestapo (operacja "Wrench"). Po trzech podejściach załoga nie zdecydowała się na zrzut w gęsto zabudowanym terenie i zrzuciła bomby na lotnisko Okęcie. Lotnicy podjęli taką decyzję gdyż obawiali się strat w ludności cywilnej. Nie znający realiów okupowanej Warszawy nie wiedzieli, że siedziba gestapo znajduje się pośrodku tzw. dzielnicy policyjnej w większości zamieszkanej przez Niemców. W drodze powrotnej samolot zaatakowany przez nocny myśliwiec musiał wodować u wybrzeży Anglii. Niektóre źródła podają, że w momencie wodowania maszynę pilotował F/Sgt Stanisław Kłosowski. Wodowanie wykonane było w taki sposób, że maszyna nie rozpadła się i przez cały czas unosiła się na wodzie. Radiooperator F/Sgt Walenty Wasilewski nie przerywał nadawania (za co został odznaczony brytyjskim DFM) i cała załoga został wyłowiona w ciągu półtorej godziny, zaś unoszący się na wodzie samolot został przyholowany do brzegu.

Na skutek zmiany priorytetów dowództwa brytyjskiego dalsze loty do Polski w 1942 roku zostały wstrzymane, a polskie załogi zostały przesunięte do lotów nad Francją, Norwegią i dla wsparcia lądowania sprzymierzonych w Afryce Północnej (operacja "Torch"). 17 grudnia w jednym z takich lotów, startując z lotniska na Malcie katastrofie uległ Halifax NF-Q grzebiąc całą załogę:
F/O Krzysztof Dobromirski, F/O Stanisław Pankiewicz, F/O Zbigniew Idzikowski, F/Sgt Alfred Kleniewski, Sgt Roman Wysocki, F/Sgt Oskar Zieliński, lotnicy RAF: Sgt. D. Spibey, Sgt A.C. Watt, a także 5 mechaników 138 Dywizjonu i 5 oficerów brytyjskich.
Loty do Polski zostały wznowione dopiero w nocy z 25/26 stycznia 1943. Plan zakładał wysłanie tej nocy 5 Halifaxów (3 polskie i 2 brytyjskie). Na skutek usterki silnika jeden z polskich Halifaxów w ogóle nie wystartował. Pozostałe załogi nie odnalazły celu. Dwie zawróciły z cichociemnymi i ładunkiem do Wielkiej Brytanii, pozostałe dwie dokonały zrzutu "na ślepo" (jednym ze zrzuconych cichociemnych był wspomniany wcześniej płk Roman Rudkowski).



Płk. pil. CC Roman Rudkowski "Gangster", "Goły", "Rudy" zrzucony do Kraju w nocy z 25 na 26 stycznia 1943 r., w ramach akcji "Brace". Źródło: Domena publiczna.

W lutym 1943 roku wykonano 7 lotów do Polski (plus 3 kolejne wykonane przez załogi brytyjskie). Do lotów nad Polskę coraz częściej oprócz Polaków wystawiano załogi brytyjskie. Dochodziło do tarć wewnątrz dywizjonu. Tak jak Polacy priorytetowo traktowali loty do Polski i nie byli zadowoleni wysyłaniem ich nad inne obszary, tak samo Brytyjczycy nie byli zadowoleni, kiedy wysłano ich w długie i niebezpieczne loty do odległej Polski.
Podobne podejście miało brytyjskie dowództwo. W ich zamierzeniach obszar Polski miał znaczenie drugorzędne i jedyną rolą, jaką przewidywali dla Polskiego Podziemia, było sabotowanie linii komunikacyjnych.
W nocy z 13 na 14 marca wystartowała do Polski największa dotąd formacja 8 Halifaxów (4 polskie i 4 brytyjskie). Spośród brytyjskich załóg jedna zawróciła na skutek awarii, a druga nie wykonała zrzutu, nie mogąc zlokalizować placówki odbiorczej. Pozostałe dokonały zrzutu cichociemnych i ładunku.
Ostatnimi lotami wykonanymi w sezonie 42/43 był lot dwóch maszyn (trzecia musiała przerwać start z powodu usterki) do Polski wykonany w nocy z 2 na 3 kwietnia. Ogólnie w tym sezonie wykonano 63 samolotozadania (48 wykonane przez Polaków i 15 przez Brytyjczyków). W tym czasie zrzucono 116 cichociemnych i 44 tony zaopatrzenia. Okupiono to stratą 4 samolotów i dwóch załóg (jednej polskiej i jednej brytyjskiej).

1 kwietnia 1943 roku Ministerstwo Lotnictwa dokonało reorganizacji dywizjonu 138 poprzez dodanie trzeciej eskadry oznaczonej literą "C". Ta trzecia eskadra miała się składać w całości z Polaków a jej dowódcą mianowano S/Ldr. Stanisława Króla. Etat eskadry wynosił 7 załóg, których skład udało się uzupełnić załogami przeniesionymi z rozwiązanego (formalnie zredukowanego do samego numeru) 301 Dywizjonu Bombowego "Ziemi Pomorskiej", który poniósł ciężkie straty w lotach bombowych na Niemcy.
Choć Eskadra "C" przejęła tradycje Dywizjonu 301 (a w dokumentach wręcz widniała czasem jako "Eskadra 301"), to jak napisano na wstępie nie wywodziła się ona wprost z rozformowanego dywizjonu, lecz formowana była przez cały czas równolegle do niego.
Kiedy nowo przybyłe załogi przechodziły szkolenie (Dywizjon 301 wyposażony był w bombowce Wellington, ponadto inna była technika nawigacji, a lot i zrzuty wykonywane były ze znacznie mniejszej wysokości), weterani Eskadry kontynuowali loty do krajów Europy Zachodniej.
Podczas lotu do Francji w nocy z 12/13 kwietnia Halifax NF-D pilotowany przez W/O Jensena został trafiony. Śmierć poniósł radiooperator F/Sgt Jan Leśniewicz. Maszyna rozbiła się w okolicach Caen. II pilot (F/O Bolesław Korpowski) zdołał uciec i powrócił do Anglii.
Podobnie udało się uciec dwóm niedoszłym skoczkom. Reszta załogi W/O Stanisław Jensen, F/O Jan Iżycki, Sgt Lech Urbański, Sgt Leszek Zaborowski, Sgt A.N. Dent (RAF) i Sgt W. T. Evans (RCAF) trafiła do niewoli.

5 nocy później (17/18 kwietnia), w tym samym rejonie zestrzelona została i poniosła śmierć cała załoga Halifaxa NF-J w składzie: F/O Tadeusz Ginter, F/O Bogdan Ławreńczuk, Sgt. Stefan Gadomski, F/Sgt. Jan Mironow, Sgt. Franciszek Ułasiuk i Sgt. J. H. Aspden (RAF). Szczątki samolotu odnaleziono dopiero w 1946 roku i wtedy to pochowano załogę na pobliskim cmentarzu. 4 maja Eskadra "C" została uznana za całkowicie operacyjną. Tydzień później w locie do Holandii strącony został Halifax NF-P. Zginęła cała załoga: F/O Jan Polnik, F/Sgt Bronisław Wojno, F/O Jerzy Polkowski, Sgt Edward Piątkowski, Sgt Karol Germasiński, Sgt Jerzy Kurzak, Sgt Piotr Bednarski.
19 czerwca podczas treningowego lądowania na 3 silnikach wypadkowi uległa załoga w składzie: F/O Krzehlik, F/Sgt Rzewuski (pod nadzorem W/O Kłosowskiego), kiedy to poderwany podmuchem wiatru Halifax przyziemił z dużą siłą i złamał podwozie. Samolot został spisany na straty, ale załoga wyszła bez szwanku.
22 czerwca F/O Matylis razem z F/O Krzehlikiem i W/O Kłosowskim (ponownie jako sprawującym nadzór) wykonując treningowe lądowanie na 3 silnikach, po wylądowaniu uderzyli w hangar Halifaxem NF-K. Samolot spisano na straty. Pomimo iż dla F/O Krzehlika i W/O Kłosowskiego był to drugi wypadek w ciągu 4 dni, nie zostali oni odsunięci od lotów. Można zatem przypuszczać, że nie dostrzeżono uchybień w ich postępowaniu.
W nocy z 23 na 24 czerwca załoga F/Sgt Żabickiego wykonywała Halifaxem NF-J lot do Holandii. W drodze powrotnej samolot został strącony przez nieprzyjaciela. Śmierć ponieśli: F/Sgt Tadeusz Żabicki, F/Sgt Walenty Siciński, F/O Kalkus Wacław, F/S Kazimierz Kidziak, zaś Sgt Stanisław Roehr, F/Sgt Józef Rek, i Sgt Edward Kasperowicz dostali się do niewoli.

W nocy z 12/13 lipca znad Francji nie powróciła załoga Halifaxa NF-M. Samolot został zestrzelony nad Normandią, grzebiąc F/Lt. Juliana Morawskiego, F/Sgt. Edwarda Jońskiego, F/Lt. Napoleona Lewickiego, F/Sgt. Leona Bonka, Sgt. Jana Nawrota, Sgt. Konrada Tomaszewskiego i F/Sgt Edmunda Rusińskiego.
Miesiąc później (16/17 sierpnia) lecąca Halifaxem NF-J załoga (w składzie: F/O Jan Krzehlik, F/O Jan Wróblewski, F/O Kazimierz Żankowski, Sgt Roman Kozik, F/Sgt Mieczysław Pawlikowski, Sgt Władysław Kieruczko, W/O Wiktor Kosiński) musiała przymusowo lądować we Francji. Wszystkim udało się uniknąć niewoli i z pomocą francuskiego ruchu oporu po kilku miesiąca powrócić do Anglii.
W okresie letnim kiedy latano tylko do krajów zachodnich Polska Eskadra "C" straciła 6 załóg (w tym 5 bezpowrotnie), co na chwilę przed wznowieniem lotów do okupowanego kraju było podwójnie dotkliwą stratą. Przyjmując za stan wyjściowy etat eskadry (czyli 7 załóg) to straty Polskiej Eskadry w tym okresie sięgnęły 85%, a o uzupełnienia było coraz ciężej.
Niewątpliwie do strat poniesionych przez Eskadrę przyczynił się fakt, że w tym okresie siatka odbiorcza holenderskiego ruchu oporu została całkowicie zinfiltrowana przez niemiecką Abwherę. Przekładało się to na wzmocnienie obrony przeciwlotniczej i patroli nocnych myśliwców na trasie planowanych lotów. O tym, że siatka jest spalona Brytyjczycy dowiedzieli się dopiero po ucieczce z więzienia jednego ze schwytanych skoczków, Pieter'a Dourlein'a, po 30 sierpnia 1943 roku.

Nowy sezon lotów do Polski, oznaczony kryptonimem "Riposta" miał się rozpocząć we wrześniu 1943 roku i potrwać do kwietnia 1944 roku. W celu zaspokojenia potrzeb Armii Krajowej planowano wykonać 450 samolotozadań, z czego 200 miała wykonać Eskadra "C", a pozostałe 250 liczono że wykonają sprzymierzeni (RAF i USAAF).
W tym sezonie planowano również zainaugurować operację "Most", czyli loty połączone z lądowaniem w okupowanej Polsce, na uprzednio przygotowanych i zabezpieczonych lądowiskach. W tym sezonie samoloty miały latać dwoma nowymi trasami: Nr2 (północna - omijająca Danię od północy a dalej nad południową Szwecją) i Nr3 (południowa - z lotnisk na zajętej przez sprzymierzonych Sycylii - pozwalająca rozszerzyć obszar zrzutów o Kresy).
We wrześniu Eskadra otrzymała pierwsze trzy samoloty B-24 Liberator, ale początkowo nie wykorzystywała ich do lotów nad Polskę. Sezon "Riposta" został zainaugurowany w nocy 9/10 września 1943 roku, kiedy do Polski wystartować miało wszystkie 7 Halifaxów Eskadry "C". Jeden samolot nie wystartował z powodu awarii silnika.
4 załogi: F/Lt Jakusza-Gostomskiego (Halifax NF-E), F/O Goszczyńskiego (NF-A), W/O Kłosowskiego (NF-P) i F/Sgt Bobera (NF-T) dokonały udanych zrzutów. Załoga W/O Ziółkowskiego (NF-M) straciła orientację i zawróciła do Anglii zaś załoga W/O Bakanacza (NF-C) musiała zawrócić, kiedy samolot został ciężko uszkodzony przez artylerię przeciwlotniczą. Tej nocy zrzucono do Polski kpt. Elżbietę Zawadzką "Zo" - jedyną kobietę wśród cichociemnych.



Ciężki bombowiec Consolidated B-24 Liberator. Źródło: Domena publiczna.

Kolejna większa wyprawa miała miejsce w nocy z 14 na 15 września, kiedy to z bazy w Anglii wystartowało 11 z 12 zaplanowanych do lotu Halifaxów. 6 załóg stanowili Polacy a 5 Brytyjczycy. Spośród załóg brytyjskich:

- załoga F/Sgt W.H. Jamesa została zestrzelona nad Danią w drodze do celu. Poległo 5 członków załogi, a 2 dostało się do niewoli.
- załoga F/Lt. A.J.M. Milne'a została zestrzelona nad Danią w drodze do celu. Poległa cała załoga i 3 cichociemnych znajdujących się na pokładzie.
- załoga F/Lt. Perrinsa nie odnalazła celu i wróciła bezpiecznie do Anglii.
- załoga F/O E.C. Harta dokonała zrzutu, ale została zestrzelona w drodze powrotnej. Samolot spadł do morza. Z katastrofy ocalał tylko II pilot.
- załoga S/Ldr Pitta dokonała zrzutu. W drodze powrotnej samolot uszkodziła artyleria plot, ale załodze udało się dolecieć i bez strat wylądować w Anglii.

Załogi polskie:

F/Sgt Bobera (NF-L), F/O Sancewicza (NF-A), W/O Hułasa (NF-W), W/O Bakanacza (NF-T) i W/O Ziółkowskiego (NF-Z) dokonały zrzutów i wróciły bezpiecznie do Anglii. Jedynie Halifax F/Lt. Jakusza-Gostomskiego (NF-V) podchodząc nad placówkę na zbyt niskiej wysokości zahaczył o dom i rozbił się w Nowych Skalmierzycach. Poległa cała załoga: F/Lt Franciszek Jakusz-Gostomski, F/Sgt Ludwik Misiak, F/Lt Karol Gębik, Sgt Zdzisław Kuczkowski, F/Sgt Wiktor Jabłoński, W/O Kazimierz Pacut, Sgt Henryk Fojer.

W nocy z 16 na 17 września 3 polskie i 1 brytyjski Halifax'y wystartowały do lotu nad Polskę. Polskie załogi: (F/O Goszczyńskiego NF-D, F/Sgt Bobera NF-Z, F/Sgt Miecznika NF-T) dokonały zrzutów. W drodze powrotnej nad Danią przez nocny myśliwiec zestrzelony został Halifax NF-T.
Na miejscu zginęli F/Lt Wincenty Wasilewski, Sgt Władysław Barzdo, F/Sgt Julian Michalski. Na skutek ran kilka dni po katastrofie zmarli Sgt Eugeniusz Kasprzak i Sgt Władysław Patlewicz. Z całej załogi przeżyli jedynie F/Sgt Tadeusz Miecznik (ranny podczas katastrofy uciekł ze szpitali i z pomocą duńskiego ruchu oporu przedostał się do Szwecji i dalej do Anglii) i Sgt Roman Puchała (dostał się do niewoli). Brytyjska załoga F/Sgt L.A. Trottera została zestrzelona nad Danią w drodze do celu i wodowała w morzu. 4 członków załogi trafiło do niewoli a 3 utonęło.
W nocy z 18/19 września z Anglii wystartowały dwie polskie załogi. F/Sgt Bober na Halifaxie NF-D wykonał udany lot do Polski, zaś W/O Hułas zainaugurował loty operacyjne polskich załóg na Liberatorach lecąc razem z 4 brytyjskimi Halifaxami nad Francję. Obie załogi bezpiecznie powróciły do bazy.

Miedzy 9 a 23 października 1943 r., Armia Krajowa utrzymywała w pełnej gotowości 47 placówek odbiorczych, z których część mogła przyjmować jednocześnie zrzuty z dwóch, a nawet trzech samolotów. Należy pamiętać, że organizacja i zabezpieczenie zrzutowisk na terenach okupowanych były trudnym zagadnieniem logistycznym i wiązały się z ogromnym ryzykiem. Sprzęt zrzucany w zasobnikach rozrzucany był na sporym obszarze (zasobniki zrzucane były w odstępach czasowych, by nie poplątały się ich spadochrony), a po zebraniu musiał być następnie transportowany do kryjówek.
O tym czy zrzut zostanie danej nocy dokonany i na którą placówkę, żołnierze podziemia dowiadywali się słuchając (nielegalnie) audycji polskiej sekcji radia BBC, która w swoim programie w odpowiednich momentach nadawała umówione sygnały. Takim sygnałem mogła być piosenka, która przypisana była do danej placówki. Nadanie tej piosenki było dla niej sygnałem, że tej nocy nastąpi zrzut. O znaczeniu tych sygnałów w radiu BBC wiedział tylko jeden człowiek: por. Czesław Halski, który zaprzysiężony został na rotę ZWZ/AK.
Pomimo tak wielkiego wysiłku podjętego przez Armię Krajową, Brytyjczycy wstrzymywali loty do Polski, wysyłając polskie załogi nad Francję lub nad Afrykę (w celu zrzucenia czechosłowackich komunistów). Z kolei w nocy z 9/10 października wstrzymano start 5 gotowych do lotu nad Polskę Halifaxów, zezwalając jedynie na start jednego Liberatora NF-W.
Samolot pilotowany przez W/O Hułasa został trafiony w drodze do celu, ale mimo to załoga zdecydowała się kontynuować misję. Dokonano udanego zrzutu, ale wyciek paliwa (na skutek wcześniejszego trafienia) spowodował, że w drodze powrotnej załoga musiała opuścić samolot u wybrzeży Szwecji. Wszyscy przeżyli i zostali internowani, ale po kilku miesiącach powrócili do Anglii.

Wraz z upływem kolejnych miesięcy coraz wyraźniej widać było wpływ polityki międzynarodowej na organizację lotów do Polski. Brytyjczycy postrzegali obszar okupowanej Polski jako teatr działań ZSRR w związku z czym zainteresowani byli działaniami wywiadowczymi i sabotażowymi prowadzonymi przez AK. Jednocześnie wzbraniali się przed przekazywaniem do Polski większych ilości broni w obawie, że mogłaby ona zostać użyta przeciwko sowietom.
Prawdopodobnie właśnie z tego powodu w połowie października 1943 roku ministerstwo lotnictwa przesłało do VI Oddziału Naczelnego Wodza pismo informujące, że loty do Polski będą wysyłane jedynie w promieniu nie większym niż 180 km od Bydgoszczy. W praktyce oznaczało to zaprzestanie lotów do Generalnego Gubernatorstwa (gdzie mimo ciężkich warunków udało się stworzyć siatkę odbiorczą), a loty jedynie na tereny włączone do III Rzeszy (skąd Polacy byli wysiedlani a ich miejsce zajmowali niemieccy osadnicy).
Sztab Naczelnego Wodza odpowiedział swego rodzaju szantażem, oznajmiając, że w związku z tymi ograniczeniami (a nie będąc w stanie zorganizować siatki odbiorczej na terenach coraz bardziej zasiedlanych przez Niemców) siatka odbiorcza w Polsce zostanie rozwiązana, co może się przełożyć na zaprzestanie akcji wywiadowczej i dywersyjnej prowadzonej przez Armię Krajową. Odniosło to połowiczny sukces, bowiem Brytyjskie Ministerstwo Lotnictwa zgodziło się na wznowienie lotów do GG, ale w ograniczonym zakresie.

Ostatni lot do Polski wykonany przez polską załogę w ramach Dywizjonu 138 wykonano w nocy z 20 na 21 października 1943 roku. Był to jednocześnie najdłuższy lot wykonany Liberatorem i trwał on 16,5 godziny, zaś za sterami siedzieli W/O Kłosowski (I pilot) i W/O Mąka (II pilot). 4 listopada 1943 roku Polska Eskadra "C" została wyłączona ze składu Dywizjonu 138 i przekształcona w 1 586 Polską Eskadrę Specjalnego Przeznaczenia.
Jej dowódcą pozostał S/Ldr Stanisław Król. Eskadrze nadano oznaczenia "GR", które wcześniej nosił rozwiązany (formalnie zredukowany do samego numeru) Dywizjon 301 Ziemi Pomorskiej. Etat Eskadry stanowiło 10 załóg i 6 samolotów (3 Halifaxy i 3 Liberatory). Jednocześnie Eskadra została przebazowana w rejon Morza Śródziemnego, na lotnisko Sidi Amor w Tunezji, gdzie pierwsze samoloty wylądowały 7 listopada 1943 roku. Jedną z pierwszych czynności wykonanych przez polski personel po ogłoszeniu niezależności od dywizjonu 138 było naniesienie na polskie maszyny Biało-Czerwonych Szachownic. Wkrótce obok nich piloci zaczęli malować godła indywidualne.
Pierwsze loty do Polski jako 1 586 (P)ESP wykonały w nocy z 15 na 16 grudnia załogi: F/Sgt Bobera (Halifax GR-A), F/O Sancewicza (Halifax GR-L) i W/O Kłosowskiego (Liberator GR-U). Ze względu na słabą widoczność żadna z załóg nie dokonała zrzutu i wszystkie powróciły bezpiecznie do Tunezji. Operację powtórzono w nocy z 18/19 grudnia. Załogi: W/O Kłosowskiego (Liberator GR-U), F/O Goszczyńskiego (Halifax GR-A) i F/O Dziedzica (Halifax GR-Z) dokonały udanych zrzutów i wróciły bez strat. 22 grudnia wszystkie polskie maszyny (3 Halifaxy i 3 Liberatory) przebazowały się do bazy w okolicy Brindisi we Włoszech. Pomimo wcześniejszych zapewnień, po przeniesieniu Polaków do Włoch, Brytyjczycy zaniechali dalszych lotów swoimi załogami trasą północną (z Wielkiej Brytanii).
Rok 1943 Polska Eskadra (jako jednostka samodzielna oraz w czasie, kiedy była podległa Dywizjonowi 138) wykonała 191 samolotozadań. 64 z nich stanowiły loty do Polski w czasie, których zrzucono 105 cichociemnych i 42,2 tony zaopatrzenia. Okupiono to stratą 9 załóg, z czego 3 poległy w lotach do Polski.

Rok 1944 rozpoczął się dla polskiej eskadry tragicznie. W nocy z 5/6 stycznia wysłano do Polski 4 maszyny (3 Liberatory i 1 Halifaxa):

- załoga F/Sgt Duńskiego (Liberator GR-T) nie odnalazła placówki a podczas próby lądowania na lotnisku Grottaglie samolot zderzył się z górą. Polegli wszyscy na pokładzie: F/Sgt Zygmunt Duński, F/Sgt Franciszek Olkiewicz, F/Lt. Witold Paszkiewicz, F/Lt Tadeusz Domardzki, Sgt. Józef Marchwicki, Sgt. Piotr Halicki, F/Sgt Stefan Magdziarek, Sgt Julian Bućko.
- załoga F/Lt Bohusiewicza (Liberator GR-J) dokonała udanego zrzutu, ale w drodze powrotnej samolot został uszkodzony przez artylerię plot. Samolot rozbił się w morzu koło Brindisi podchodząc do lądowania na trzech silnikach. Zginęli: F/Lt Witold Bohusiewicz, F/Lt Antoni Pułczyński, F/Lt Mieczysław Kuźmicki, Sgt Jerzy Drong, F/Sgt Zdzisław Taczalski, F/Sgt Romuald Błażeński i F/O Roman Finder. Uratował się jedynie II pilot F/Lt Kazimierz Dobrowolski.
- załoga F/O Dziedzica (Halifax GR-Z) na skutek silnych wiatrów musiała zawrócić i wylądowała na trzech sprawnych silnikach.
- załoga W/O Kłosowskiego (Liberator GR-U) została zepchnięta z kursu przez wiatr i nie zdecydowała się na zrzut.

Zasadniczo stan techniczny został zredukowany tym samym do dwóch sprawnych samolotów (jeden Liberator i jeden Halifax), gdyż dwa Halifax'y czekały na wymianę silników. Opieszałość dowództwa brytyjskiego w dostarczeniu uzupełnień spowodowały lot S/Ldr Króla do Anglii i interwencję w Ministerstwie Lotnictwa (lot wykonał z załogą W/O Kłosowskiego na jedynym Liberatorze eskadry, GR-U). Powrócił do Brindisi 30 stycznia przywożąc ze sobą majora Jana Jaźwińskiego, który objął dowództwo bazy przerzutowej w Brindisi. W tym czasie, 15 stycznia 1944 r., w okupowanej Polsce rozpoczęła się Akcja "Burza".



Amerykański bombowiec B-24 Liberator. Źródło: Domena publiczna.

W lutym polskie załogi wykonały 18 lotów do Jugosławii i północnych Włoch. W ciągu dwóch tygodni na przełomie lutego i marca siłami brytyjskimi, amerykańskimi i polskimi do Jugosławii zrzucono 600 ton zaopatrzenia, a zatem tyle ile do Polski zrzucono w sumie przez ostatnie 4 lata. Tracono cenne długie noce, w które można było latać do Polski. Następny lot ze wsparciem dla AK miał miejsce dopiero nocą z 24 na 25 lutego. Do tej misji wyznaczono 12 maszyn: 5 polskich i 7 z brytyjskiego Dywizjonu 148.
Misja zakończyła się całkowitym niepowodzeniem. Trzy polskie i dwie brytyjskie maszyny nie wystartowały z powodów usterek. Kolejna polska maszyna zawróciła do bazy także z powodu usterki. Jedyna polska załoga która doleciała nad Wisłę, podobnie jak cztery brytyjskie nie odnalazły celów i zawróciły nie dokonując zrzutów. Tylko jedna załoga (brytyjska) dokonała zrzutu na ślepo, ale jak się okazało zrobiła to 60 km od placówki i cały transport wpadł w ręce Niemców.
W lutym Eskadrę zasiliły załogi: F/Lt Szostaka, F/Sgt Niezręckiego, F/Sgt Zabłockiego, F/Sgt Wieczorka i W/O Gluba, jednocześnie przyprowadzając do Brindisi nowe samoloty.
Kolejna wielka wyprawa została przeprowadzona w nocy z 16/17 marca. Z planowanych 16 samolotów wystartowało 12 (5 polskich i 7 brytyjskich z dywizjonu 148). Z tych 12 tylko załoga F/L. Szostaka na Liberatorze GR-S dokonała udanego zrzutu. Pozostałe załogi zawracały z trasy na skutek usterek bądź warunków atmosferycznych. Był to ostatni lot do Polski w marcu, a więc na początku 1944 roku wykonano tylko dwa udane zrzuty do Polski. Pewną osłodą dla lotników była na pewno wizyta gen. Sosnkowskiego w bazie w Brindisi 28 marca 1944 r., podczas której Naczelny Wódz udekorował dwóch lotników Złotymi Krzyżami Virtuti Militari, sześciu Srebrnymi Krzyżami Virtuti Militari a szesnastu Krzyżami Walecznych.

Kwiecień przyniósł w końcu nasilenie lotów do Polski. Armia Krajowa utrzymywała w gotowości 99 placówek odbiorczych. Loty do 11 z nich znajdujących się na Kresach (w pasie przyfrontowym), mogły się odbywać wyłącznie za zgodą Brytyjczyków. W nocy z 3 na 4 kwietnia ruszyła pierwsza większa wyprawa 16 samolotów (8 polskich i 8 ze 148 dywizjonu) do placówek w Polsce (połowa zrzutów miała być wykonana w rejonie Warszawy). Zadanie wykonało 11 załóg. Na szczęście nie było strat w ludziach ani sprzęcie.
Wyprawa wykonana w nocy z 8 na 9 kwietnia składała się z 17 samolotów (7 polskich i 10 ze 148 Dywizjonu). Major Jaźwiński wydał tajny rozkaz dwóm załogom (F/O Szrajera i F/O Dziedzica), wykonania zrzutu do placówek na kresach (w rejonach zastrzeżonych przez Brytyjczyków) dla wsparcia 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, która realizowała Akcję "Burza". Brytyjczycy odmawiali zrzutów w te rejony aby nie drażnić Sowietów, a także w obawie, że zrzuconą broń Polacy wykorzystaliby do walki z Armią Czerwoną. W sumie tej nocy 11 załóg wykonało udane, bądź częściowo udane zrzuty. Wszystkie maszyny powróciły do Brindisi. Meldunki dwóch maszyn, które dokonały zrzutu na Kresach podawały fałszywe nazwy placówek.
Następnej nocy do Polski wyruszyło 14 samolotów (6 polskich i 8 brytyjskich). Załoga F/Sgt Wieczorka miała ponownie wykonać potajemny zrzut na Kresach, ale nie odnalazła placówki. W drodze powrotnej na skutek problemów technicznych lotnicy musieli opuścić maszynę na spadochronach i 4 z nich odniosło obrażenia. Na szczęście nikt nie zginął. Z pozostałych wysłanych maszyn tylko 4 wykonały zadanie. Spośród 12 (5 polskich i 7 brytyjskich) wysłanych nocą z 12/13 kwietnia do Polski samolotów tylko dwie dokonały udanych zrzutów.

W nocy z 14/15 kwietnia wysłano do Polski 5 polskich i 8 brytyjskich załóg. 2 polskie załogi ponownie miały wykonać tajny zrzut dla 27 Wołyńskiej DP AK. Jeden z nich wykonał pomyślny zrzut, drugi zaś dokonał zrzutu na pozycję partyzantki sowieckiej, której sygnałami z ziemi udało się podszyć pod jednostkę AK. Z pozostałych załóg jedna polska i 5 brytyjskich dokonały udanych zrzutów.
Następnej nocy do Polski wystartowały 4 maszyny z 1 586 Eskadry i 7 ze 148 Dywizjonu. Tylko trzy polskie załogi dokonały pomyślnych zrzutów. Tej samej nocy z Brindisi wystartował transportowy C-47 Dakota z Dywizjonu 267, w którym funkcję drugiego pilota pełnił F/Lt Bolesław Korpowski z 1586 Eskadry. Dakota wykonywała lot w ramach operacji "Windhorn I", czyli lot z lądowaniem w Polsce. O tego typu loty Polacy zabiegali od 1939 roku. C-47 wylądował na zabezpieczonym lądowisku 20 km od Lublina dostarczając dwóch kurierów i rozkazy, a zabierając do Włoch 5 pasażerów w tym gen. Stanisława Tatara (zastępcę Szefa Sztabu Komendy Głównej AK), a także szczególny dar od mieszkańców Warszawy: potajemnie uszyty sztandar dla polskiej 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej dowodzonej przez gen. Stanisława Sosabowskiego, która sformowana została, aby Polsce przynieść wolność "Najkrótszą drogą" (jak głosiła dewiza brygady).
Kolejne loty do Polski odbyły się w nocy z 16/17 kwietnia kiedy to wystartowały 4 polskie i 8 brytyjskich załóg. Udanych zrzutów dokonały 3 polskie i 6 brytyjskich załóg. Pozostałe wróciły z ładunkiem do Brindisi.
Największa jak dotąd wyprawa odbyła się w nocy z 23/24 kwietnia kiedy do Polski wystartowało 19 samolotów (8 z 1 586 Eskadry i 11 ze 148 Dywizjonu). Z tej liczby aż 7 załóg miało wykonać zrzut na jedną placówkę na Zamojszczyźnie. Niestety dokonały tego tylko 3. Ogólnie tej nocy tylko 4 załogi dokonały udanego zrzutu. Pozostałe zrezygnowały ze zrzutu ze względu na pogodę. Jedna z załóg brytyjskich (dowodzona przez W/O T. Stroyera) musiała skakać na spadochronie w okolicach Rudnika. 5 członkom załogi udało się uniknąć niewoli i dołączyli do oddziału AK.
W nocy z 27/28 kwietnia do Polski wyruszyło 16 samolotów (7 z 1586 Eskadry i 9 z Dywizjonu 148). Udanego zrzutu dokonały 4 polskie i 3 brytyjskie załogi. W drodze powrotnej nad Albanią zestrzelona została załoga W/O N. Bruce'a ze 148 Dywizjonu.
Ostatnią misję w kwietniu 1944 r., wykonała załoga F/Lt Szostaka w nocy z 30 kwietnia na 1 maja dokonując udanego zrzutu. Kwiecień zamknął się dla Eskadry wynikiem 100 samolotozadań (w tym 55 do Polski) bez strat własnych. Pomimo iż sezon "Riposta" miał się zakończyć w kwietniu postanowiono przedłużyć go do końca lipca.

Intensywność lotów w maju wyraźnie się zwiększyła. Loty polskich i brytyjskich załóg wykonano w ciągu 10 nocy, z czego 9 razy siłą większą niż 10 maszyn (rekordowy był lot z 10/11 maja kiedy wystartowało 10 polskich i 10 brytyjskich maszyn).
W nocy z 21/22 maja załoga F/Lt Kunowskiego zrzuciła do Polski gen. Leopolda Okulickiego "Niedźwiadka", późniejszego ostatniego dowódcę Armii Krajowej (27 marca 1945 roku, gen. Okulicki zostanie podstępnie aresztowany przez Rosjan, skazany w pokazowym tzw. "Procesie Szesnastu" i zamordowany w więzieniu NKWD w 1946 roku).
W miesiącu tym 1 586 Eskadra zapisała na swoje konto rekordową liczbę 76 lotów do Polski. Jeśli doliczyć do tego 62 loty wykonane do innych krajów, to ogólna liczba lotów wykonanych przez Eskadrę w maju 1944 roku zamknie się liczbą 138. Bez strat.
Zwiększenie przez Brytyjczyków liczby lotów do Polski w kwietniu i maju 1944 roku związane było z planowaną na czerwiec operacją desantową sprzymierzonych we Francji (operacja Overlord). Aliantom zależało na przerwaniu szlaków komunikacyjnych biegnących przez Polskę tak, aby Niemcy dla odparcia inwazji nie mogli szybko przetransportować do Francji sił ze wschodu Europy.
Niestety w czerwcu loty do Polski zostały zawieszone. 14 czerwca po ukończeniu 3 tury lotów bojowych z Eskadry odszedł S/Ldr Stanisław Król, zdając dowodzenie S/Ldr Eugeniuszowi Arciuszkowiczowi (który przybył do Eskadry dwa miesiące wcześniej - 5 kwietnia).
Nowy dowódca Eskadry stanął przed wyzwaniem jakim były wygórowane oczekiwania dowódcy Bazy Lotniczej w Brindisi G/Cpt Rankina. Żądał on aby polskie załogi latały przez 5 nocy z rzędu (choć oczywiście nie do Polski), co było sprzeczne z regulaminem RAF-u dopuszczającego loty tej samej załogi przez maksymalnie trzy kolejne noce. Protest S/Ldr Arciuszkiewicza i wywołane przez to śledztwo zakończyło się dymisją G/Cpt Rankina, na którego miejsce przybył G/Cpt Woodhall (co pozytywnie wpłynęło na współpracę miedzy Polakami i Brytyjczykami). Czerwiec polska Eskadra zakończyła wykonaniem 169 lotów.



Amerykański samolot transportowy Douglas C-47 Skytrain/"Dakota". Źródło: Domena publiczna.

1 lipca 1944 r., na skutek działań gen. Tatara, mjr Jaźwiński podał się do dymisji. Jego miejsce jako dowódcy bazy przerzutowej w Brindisi zajął ppłk. Marian Dorotycz-Malewicz "Hańcza". Był to zaufany człowiek gen. Tatara, który razem z nim przybył z Polski raptem 2,5 miesiąca wcześniej podczas operacji "Windhorn I" i nie był do końca obeznany z zasadami na jakich działały zrzuty do Polski (które odbywały się wg brytyjskich przepisów i przydziałów).
Loty do Polski wznowiono w nocy z 3/4 lipca, kiedy to wystartowało 5 polskich i 7 brytyjskich załóg (3 brytyjskie załogi nie wróciły z tego lotu). W lipcu 1 586 (P)ESP startowała do Polski 37 razy z czego ostatnie dwa loty wykonano w nocy z 30/31 lipca. Wartym odnotowania jest lot jaki odbył się do Polski w nocy z 25/26 lipca.
Wykonała go Dakota z załogą brytyjskiego 267 Dywizjonu RAF, ale z F/O Szrajerem z 1 586 Eskadry jako II pilotem i w asyście Liberator'a GR-U pilotowanego przez F/Lt Korpowskiego. Operacja "Windhorn III" (taki kryptonim otrzymał ten lot), była kolejnym lotem z lądowaniem w Polsce.
Do Polski Dakota zabrała m. in. Zdzisława Jeziorańskiego (bardziej znanego jako Jan Nowak-Jeziorański - słynny "kurier z Warszawy"), zaś w drodze powrotnej zabrać miała części niemieckiej rakiety V2 (wraz z raportem technicznym wykonanym przez inż. Antoniego Kocjana), którą Armii Krajowej udało się przejąć po nieudanym locie z poligonu w Bliźnie (okolice Mielca) 20 maja 1944 roku.

1 sierpnia 1944 roku w Warszawie wybuchło Powstanie. Zaledwie 10% powstańców było uzbrojonych. Dowództwo AK wysyłało stałe żądania jak najszybszego wykonania zrzutów uzbrojenia. Z punktu widzenia 1 586 Eskadry był to najgorszy możliwy moment. 1 sierpnia na skutek zakończenia tur bojowych stan Eskadry spadł do zaledwie 6 załóg, a do końca miesiąca miał się zmniejszyć o kolejne dwie. Niektórzy lotnicy mieli na swoim koncie więcej niż jedną turę, a rekordzistą był W/O Kłosowski, który kończył czwartą turę lotów bojowych. Wybuch Powstania zbiegł się w czasie z planowanym od kilku miesięcy rozpoczęciem lotów do Polski w ramach sezonu "Odwet", który potrwać miał od 1 sierpnia do 29 grudnia 1944 roku.
1 sierpnia (zgodnie z planem) z Brindisi wystartowało 11 (z 13 zaplanowanych) samolotów: 6 polskich i 5 brytyjskich ze 148 Dywizjonu. 3 załogi (2 polskie i 1 brytyjska) musiały zawrócić z powodu usterek. Z ośmiu, które doleciały nad Polskę tylko 4 (1 polska i 3 brytyjskie) dokonały udanych zrzutów. Niestety polska załoga została zestrzelona w drodze powrotnej nad Węgrami. W/O Kazimierz Wolski, F/Sgt Witold Raflewski, P/O Ludwik Domański, F/Sgt Bazyli Chamruk i F/Sgt Adam Proszek uratowali się na spadochronach i trafili do niewoli, Sgt Paweł Szejnowski i W/O Jan Lewandowski zginęli na pokładzie samolotu. Żadna z załóg jakie wystartowały z Brindisi nie wiedziała o wybuchu Powstania w Warszawie, gdyż pierwsze informacje od gen. Tadeusza Komorowskiego "Bora" (dowódcy Armii Krajowej, który zastąpił aresztowanego w połowie 1943 roku gen. Stefana Roweckiego "Grota") o zrywie stolicy trafiły do Londynu (i tego samego dnia są przekazane do Brindisi) dopiero 2 sierpnia.
Niestety na przeszkodzie w lotach do Polski stanęła pogoda i przez dwie kolejne noce polskie załogi latały do północnych Włoch. Loty do Włoch były również wykorzystywane dla oswojenia się nowoprzybyłych załóg ze specyfiką lotów specjalnych, zanim zostały one wysłane nad Polskę.

W tym czasie Brytyjskie Ministerstwo Lotnictwa poleciło marszałkowi Slessorowi (zastępcy dowódcy Śródziemnomorskich Alianckich Sił Powietrznych) kontynuowanie lotów do Polski. Ten wyraził na nie zgodę, ale nie w rejon Warszawy uważając je za zbyt niebezpieczne.
W nocy z 4/5 sierpnia nad Polskę ruszyło 14 maszyn: 7 polskich i 7 brytyjskich. Dwie polskie załogi zebrane były z ochotników, którzy ukończyli już kolejne tury bojowe i mieli pełne prawo udać się na odpoczynek od lotów bojowych. Wszystkim załogom nakazano zrzuty na terenach Polski poza Warszawą, ale 4 polskie załogi uzgodniły, że zlekceważą ten rozkaz i polecą nad Stolicę.
Trzy z ich dokonały udanych zrzutów na pozycje powstańców, czwarta (uszkodzona w walce z nocnym myśliwcem) musiała dokonać zrzutu na ślepo i rozbiła się podczas lądowania w Brindisi (załoga wyszła bez szwanku). Z pozostałych trzech polskich załóg, które poleciały w inne rejony Polski dwie wykonały udane zrzuty. Po stronie brytyjskiej straty były nieporównywalnie większe. Stracono 5 z 7 wysłanych samolotów.
Skutkiem tak wysokich strat po stronie brytyjskiej (a także samowolnych lotów nad Warszawę) było zawieszenie lotów do Polski. Po intensywnej wymianie not dyplomatycznych marszałek Slessor zezwolił na wykonanie lotów do Warszawy, ale tylko przez ochotnicze załogi.
W nocy z 8/9 sierpnia wysłano 3 załogi (w tym jedną nową), następnej nocy 6 (z czego jedna na lot do północnych Włoch). Zła pogoda wstrzymała loty do Polski na kilka kolejnych dni. 11 sierpnia dowództwo brytyjskie zdecydowało o skierowaniu do lotów nad Polskę dywizjonów 178 RAF i 31 SAAF.

Loty wznowiono i wykonywano przez trzy kolejne noce: 12/13, 13/14 i 14/15 sierpnia. We wszystkich 6 dotychczasowych lotach dla walczącej Warszawy (a w międzyczasie także 3 nad terytorium Włoch) udział brała załoga F/Lt Szostaka. Niestety lot z 14/15 sierpnia dla niego i jego załogi okazał się ostatnim.
Jego Liberator GR-S został strącony przez nocny myśliwiec nad Bochnią w drodze powrotnej. Zginęła cała załoga: F/Lt. Zbigniew Szostak, W/O Józef Bielicki, F/Lt Stanisław Daniel, F/Sgt Wincenty Rutkowski, F/Sgt Józef Witek, W/O Tadeusz Dubowski, W/O Stanisław Malczyk.
Według relacji mjr. Urry (z 31 dywizjonu SAAF), który wracając z lotu nad Warszawę był świadkiem tych dramatycznych wydarzeń, polska załoga nie poddała się bez walki. F/Lt Szostak odbywał swoją trzecią turę lotów bojowych (drugą w 1 586 Eskadrze). Jego załoga uchodziła za jedną z najlepszych w Eskadrze, a sam Szostak za wybitnego pilota. Znany był z tego, że dolatując do Warszawy oddawał stery drugiemu pilotowi i zajmował miejsce nawigatora aby (jako Warszawiak - najlepiej znający topografię miasta) jak najdokładniej ulokować zrzuty. Wyjątkiem był tutaj lot w nocy z 8/9 sierpnia, kiedy F/Lt Szostak wystartował bez drugiego pilota i sam prowadził maszynę bez przerwy przez 9,5 godziny. Makietę (w skali 1:1) Liberatora GR-S w którym poległ wraz ze swoją załogą można dziś oglądać w Muzeum Powstania Warszawskiego.
O znaczeniu (nie tylko w wymiarze materialnym) jakie dla Powstańców miały zrzuty niech świadczy fragment wspomnień kpr. Witolda Sikorskiego "Boruty" z Batalionu "Zośka" z okresu walk na Starym Mieście:

" - No, jak tam Jasiu (Jan Jaworowski "Maryśka" - przyp. M.M.), nauczyłeś "Parasolarzy", jak mają podejmować zrzuty? (..)
- Wiesz, nigdy nie sądziłem, że tak się rozkleję jak szczeniak. Kiedy wyleciała maszyna znad Miodowej i zobaczyłem brytyjskie znaki na skrzydłach szedłem spokojnie na środek placu (...). Patrzę bliżej i na przodzie silnika - aż mi dech zaparło - polska szachownica lotnicza. Stanąłem jak zaczarowany. Sen czy nie? Nie mogłem oczu oderwać. Maszyna dawno nas już minęła, a ja stałem i patrzyłem za nią z takim uczuciem, jakby to Polska przeleciał mi nad głową. Rozumiesz?..."

Maszyny wracały z lotów w coraz gorszym stanie, podziurawione ogniem nocnych myśliwców i artylerii przeciwlotniczej. Lotnictwo niemieckie mogło sobie śmiało poczynać nad Warszawą, gdyż wsparcia i osłony ze strony stojących na Pradze sowietów dla Walczącej Stolicy nie było. W czasie Powstania Warszawskiego (jak określił to dr Maciej Korkuć) "odżył duch Paktu Ribbentrop-Mołotow".
Marszałek Slessor ponownie zakazał zrzutów na Warszawę, ale zezwolił na zrzuty w okolice miasta (m. in. nad teren Puszczy Kampinoskiej gdzie znajdowało się silne zgrupowanie AK "Kampinos"). Jednocześnie wysyłał on załogi południowoafrykańskie w celu zrzucania propagandowych ulotek nad południową Francją.

W nocy z 15/16 sierpnia z Włoch wystartowało 9 załóg (3 polskie, i po 3 z dywizjonów 148 i 178). 2 polskie i 3 brytyjskie załogi wykonały zadanie. Następnej nocy ruszyła wyprawa 18 samolotów (5 polskich i 13 brytyjskich), z których 14 (w tym 4 polskie) wykonały zadanie. Niestety w drodze powrotnej stracono 6 maszyn:

- w Liberatorze GR-R zginęła cała załoga: F/Lt Zygmunt Pluta, W/O Brunon Malejka, F/O Tadeusz Jencka, Sgt Jan Marecki, F/Sgt Józef Dudziak, F/Sgt Bernard Wichrowski, F/Sgt Jan Florkowski.
- w Halifaxie GR-C zginął W/O Stefan Bohanes, zaś W/O Leszek Owsiany został ranny i dostał się do niewoli, reszta załogi: Sgt Kretowicz, F/O Schӧffer, P-O Korwin-Łopuszański, F/Sgt Denisienko, P/O Bernhardt i F/Sgt Luck wyskoczywszy na spadochronach trafiła pod opiekę Armii Krajowej.
- dywizjon 31 stracił 3 załogi: Maj. Odendaala, Capt. Lawrie'go i Capt. Allena.
- dywizjon 178 stracił załogę F/Lt Wrighta.

W ciągu 4 kolejnych nocy wszystkie jednostki biorące udział w lotach nad Warszawę straciły w sumie 14 załóg (poległych, wziętych do niewoli bądź ukrywanych przez AK). W związku z tym dywizjony 31 SAAF i 178 RAF zostały odsunięte od lotów do Polski. W nocy z 17/18 sierpnia wystartowały 4 załogi ze zrzutami dla Zgrupowania AK "Kampinos", ale tylko jednej udało się dokonać udanego zrzutu. Następnej nocy podjęto kolejną próbę siłą 2 polskich i 5 brytyjskich maszyn, ale tylko jedna polska załoga dokonała częściowo udanego zrzutu. 20 sierpnia Brytyjczycy wycofują dywizjon 148 RAF z lotów nad Warszawę. Od teraz do Polski latać mogą tylko ochotnicze załogi polskie z 1586 Eskadry. Jednocześnie polskie dowództwo podejmuje starania, aby z Wielkiej Brytanii przenieść 300 Polski Dywizjon Bombowy i rozbudować 1586 Eskadrę do etatu dywizjonu.
Między 20 a 28 sierpnia wykonano 35 lotów z pomocą dla Powstania (głównie nad Kampinos). W nocy z 20/21 i 21/22 3 załogi (F/Lt Ladry, F/Lt Mioduchowskiego i W/O Jastrzębskiego) wykonały śmiałych niskich przelotów wzdłuż ulicy Marszałkowskiej, aby jak najdokładniej dokonać zrzutu na pozycje powstańcze. Lot nad miastem wykonywany był na wysokości około 40 metrów, zaś w momencie zrzutu zwiększany (tak aby zdążyły otworzyć się spadochrony) zwiększany był do ok 120 metrów. Dla lepszego zobrazowania najwyższe budynki ówczesnej Warszawy (a istniejące do dziś) PASTa i Prudential posiadają wysokość odpowiednio 51,5 i 66 metrów. Mimo tych starań odniesiono tylko częściowy sukces.



Gen. pil. Ludomir Rayski. Źródło: Domena publiczna.

W nocy z 23/24 sierpnia w załodze F/Lt Ladry jako II pilot poleciał A/Cmdr (gen.) Ludomił Rayski, przedwojenny dowódca polskiego lotnictwa, a w czasie wojny dowódca Polskich Sił Powietrznych na Bliskim Wschodzie. Mając 52 lata i stopień generała był on najstarszym i najwyższym rangą pilotem wśród aliantów wykonującym loty bojowe. Z 1 586 Eskadrą wykonał jako II pilot 8 lotów bojowych, z czego 7 do Polski (4 w czasie powstania), zaś w 318 Polskim Dywizjonie Myśliwsko-Rozpoznawczym pilotując myśliwiec Spitfire wykonał 9 lotów bojowych.
W połowie sierpnia do Eskadry zaczęły napływać uzupełnienia. Były to niestety świeżo przeszkolone do lotów specjalnych załogi bez odpowiedniego doświadczenia (nie byli oni nowicjuszami w lotniczym rzemiośle, ale loty specjalne odbywały się w zupełnie innych warunkach niż loty bombowe w wielkich formacjach). W nocy z 26 na 27 sierpnia dwie "świeże" załogi zostały zestrzelone nad Węgrami w drodze do Warszawy. Były to załogi:

- lecący Halifax'em GR-E: F/Sgt Jan Radwan-Kużelewski, P/O Stefan Kleniewski, Sgt. Leon Witkowski, Sgt Karol Wałaszek, F/O Kazimierz Sorówka, Sgt Tadeusz Ogrodnik i Sgt Edward Jodis;
- lecący Halifax'em GR-B: F/Sgt Józef Woroch, Sgt Włodzimierz Augustyn, Sgt Alfred Szmigielski, Sgt Ludwik Wantulok, Sgt Jan Kantowski, Sgt Bronisław Kłosowski i Sgt Rudolf Majewski.

Pozostałe 3 wysłane tej nocy załogi nie dokonały zrzutów. Następnej nocy stracono kolejne dwie załogi:

- lecący Halifax'em GR-B: F/Sgt Bolesław Graff, F/O Bolesław Jasiński, Sgt Antoni Szyller, P/O Władysła Kozioł, Sgt Jan Paszkiewicz i P/O Adam Mühln polegli zaś Sgt Aleksander Danilkiewicz dostał się do niewoli;
- lecący Halifax'em GR-P: P/O Kazimierz Widacki, F/Lt Franciszek Omylak, Sgt Andrzej Balcarek, Sgt Jan Ożga, P/O Konstanty Dunin-Horkowicz, Sgt Józef Skorcyk i P/O Tadeusz Morczko zaginęli bez wieści (po wojnie ustalono że ich Halifax rozbił się w okolicy Tarnowa grzebiąc całą załogę).

Ponadto tej nocy załoga F/Lt Mioduchowskiego lecąc na Liberatorze GR-S dokonał niskiego zrzutu nad Mokotowem wystawiając się na ciężki ogień nieprzyjaciela. Ranny został dyspozytor zrzutów F/O Bednarski, samolot wracał do bazy z unieruchomioną wieżyczką strzelecką, otwartym lukiem bombowym, częściowo niesprawnym układem sterowania i tylko dwoma działającymi silnikami. F/Lt Mioduchowskiemu udało się dociągnąć do Brinidisi, ale lądowanie zakończyło się zniszczeniem maszyny. Szczęśliwie nikt na pokładzie nie odniósł kolejnych obrażeń. Tej nocy do bazy powróciła szczęśliwie tylko jedna maszyna. W związku z tymi wydarzeniami dowództwo brytyjskie zawiesiło loty do Polski także 1586 Eskadry, co spotkało się to z silnym protestem strony polskiej.

Protest okazał się skuteczny i w nocy z 1/2 września do Polski wystartowało 7 maszyn: 2 Liberatory ze zrzutami dla Warszawy i 5 Halifax'ów ze zrzutami dla okręgu Kielecko-Radomskiego. O ile Liberatory wykonały zadanie i powróciły bezpiecznie do Włoch, to spośród 5 Halifaxów tylko 2 dokonały udanych zrzutów. 4 z 5 wysłanych Halifaxów zostały strącone:

- w Halifax'ie GR-M polegli: W/O Józef Nalepa, Sgt Józef Piałucha, Sgt Konrad Staniewicz, F/Sgt Józef Jaś, Sgt. Adam Białoszewski i F/Sgt Józef Derewienko zaś F/Sgt Tadeusz Jawor trafił do niewoli;
- w Halifaxie GR-P polegli: Sgt Reynhold Tyrol, F/Sgt Zbigniew Bar, Sgt Mieczysław Marynowski, do niewoli trafił Sgt Tadeusz Michałkiewicz zaś F/O Jan Abczyński, Sgt Józef Frąckowiak i W/O Władysław Sibilski zostali przechwyceni przez partyzantkę jugosłowiańską i z jej pomocą przedostali się do Włoch.
- w Halifaxie GR-A poległa cała załoga w składzie: F/Sgt Mieczysław Walczyk, F/O Michał Baworowski, F/Sgt Tadeusz Banasik, Sgt Mieczysław Łojas, F/Sgt Wawrzyniec Błażejewski, F/Sgt Ernest Polaczek i F/Sgt Stanisław Paetz.
- w Halifaxie GR-C poległ pilot F/Lt Władysław Rosiniuk (cieżko ranny ogniem niemieckiego myśliwca pozostał przy sterach do końca), zaś reszta jego załogi: F/O Antoni Data, Sgt Stanisław Oględzki, F/Sgt Władysław Jaworowski, F/Sgt Marian Klimczak, F/Sgt Jan Rygielski i F/Sgt Kazimierz Żebrowski wyskoczyła na spadochronach i dostała się do niewoli.

Wysokie straty spowodowały tymczasowe zawieszenie lotów do Polski także polskich załóg. Loty z pomocą dla walczącej Warszawy wznowiono dopiero w nocy z 10/11 września. Wysłano wtedy 20 maszyn (5 polskich, 4 brytyjskie ze 178 Dywizjonu i 7 południowo-afrykańskich - 4 z Dywizjonu 31 i 3 z Dywizjonu 34). 5 załóg (1 polska i 4 brytyjskie) dokonały zrzutu nad samą Warszawą, zaś 2 (1 polska i 1 brytyjska) nad Puszczą Kampinoską. Z wysłanych maszyn:

- Liberator GR-U został zestrzelony nad Jugosławią. Polegli: P/O Stanisław Franczak, F/O Mieczysław Foczpaniak i W/O Jerzy Truszkowski, zaś F/Lt Tadeusz Nawalny, Sgt Zygfryd Zeiske, F/Sgt Henryk Bogdanowicz i W/O Stanisław Rataliński dostali się do niewoli.
- Halifax GR-G został zestrzelony nad Węgrami. Poległa cała załoga w składzie: F/Sgt Włodzimierz Fedziński, P/O Tadeusz Lach, Sgt Stanisław Mucha, Sgt Witold Paździor, P/O Zbigniew Kozłowski, Sgt Franciszek Dziaduła i Sgt Bolesła Podsiadły.
- Halifax GR-N wyczerpał paliwo i załoga (F/Sgt Lucjan Wieczorkiewicz, Sgt Stefan Falc, Sgt Władysław Roubo, Sgt Tadeusz Storek, F/Sgt Edward Wołoncewicz, Sgt Leon Korszun i F/Sgt Józef Folta) musiała ratować się na spadochronach nad Jugosławią. 4 członków załogi trafiło do niewoli, zaś 3 z pomocą jugosłowiańskiego ruchu oporu powróciło do Włoch.
- 148 Dywizjon RAF stracił załogę P/O Brydena,
- 34 Dywizjon SAAF stracił załogę Capt. E.A. Endlera.

Były to ostatnie loty załóg brytyjskich i południowo-afrykańskich z pomocą dla Powstańczej Warszawy. W nocy z 13 na 14 września 1586 Eskadra wykonała ostatnie loty do dzielnie walczącej Stolicy. Tej nocy wystartowały dwie załogi:

- załoga Liberatora GR-S W/O Jastrzębskiego dokonała zrzutu nad Warszawą i powróciła do bazy;
- załoga Liberatora GR-R P/O Rygla została zestrzelona nad Węgrami. Polegli wszyscy znajdujący się na pokładzie: P/O Edmund Rygiel, F/Sgt Bernard Weber, F/O Lucjan Woytanowicz, Sgt Edmund Zieliński, W.O Edward Weinz, W/O Roman Sikorski, W/O Bolesław Wawrzak.

W okresie od 1 sierpnia do 14 września 1586 Polska Eskadra Specjalnego Przeznaczenia straciła 16 załóg (poległych, wziętych do niewoli lub ukrywanych przez oddziały partyzanckie). Stanowiło to 200% stanu etatowego. Tylko dwóm załogom udało się przeżyć okres lotów na pomoc Walczącej Warszawie (załogi F/Lt Jana Mioduchowskiego i W/O Henryka Jastrzębskiego). Żadna inna Polska jednostka nie poniosła tak wysokich strat. Mimo to Eskadra kontynuowała loty.
18 września z Wielkiej Brytanii w końcu wystartowała amerykańska formacja 110 bombowców B-17 ze zrzutami dla Powstania. Zrzut został dokonany z dużej wysokości i (biorąc pod uwagę, że Powstańcy utracili już większość zajmowanego w początkach sierpnia terytorium) znaczna część zrzutu dostała się w ręce niemieckie.
Półtora miesiąca Amerykanie czekali na pozwolenie na lądowanie na lotniskach radzieckich (co było niezbędne do przeprowadzenia operacji). W ten sposób Stalin chciał przedłużyć agonię walczącego miasta, wiedząc że powstania nic już nie uratuje, a co pozwoli mu rozkręcić propagandową machinę.
Do tej pory na lotniskach radzieckich nie mogły lądować nawet w sytuacjach awaryjnych alianckie samoloty których celem była Warszawa, a niektóre załogi które wracając z lotów nad Warszawą przekroczyły linię frontu raportowały, że zostały ostrzelane przez rosyjską artylerię przeciwlotniczą.
W nocy z 18/19 września do Polski (choć nie nad Warszawę) poleciała jedna załoga 1586 Eskadry i 5 ze 148 Dywizjonu. Dwie załogi (w tym polska) wykonały zadanie.

W nocy z 21/22 września z Włoch do Polski wystartowało 12 maszyn, w tym dwie polskie. Jedna polska załoga wykonała udany zrzut na wyznaczoną placówkę poza Warszawą. Ponadto 3 załogi południowoafrykańskie dokonały udanego zrzutu na pozycję Zgrupowania AK "Kampinos", które wciąż wspierało walczącą Stolicę.
W nocy z 22/23 września wracając z lotu nad północne Włochy, podchodząc do lądowania wpadła do morza i utonęła cała załoga Halifaxa GR-E w skłądzie: F/Sgt Ryszard Beer, Sgt. Henryk Milewski, Sgt Kazimierz Kühn, Sgt Mieczysław Kozłowski, P/O Zygmunt Moliński, Sgt Władysław Mirowsk i Sgt Julian Martyniuk.
2 października w Warszawie zawieszono działania bojowe i rozpoczęto pertraktacje, zakończone podpisaniem aktu kapitulacji nad ranem dnia następnego. Ostatnie zwarte oddziały powstańcze opuściły Warszawę 5 października 1944 roku ostatecznie kończąc Powstanie Warszawskie. W uznaniu nadludzkiego wysiłku w niesieniu pomocy Powstańczej Warszawie personel latający i naziemny Eskadry za okres sierpień-wrzesień został uhonorowany (w niektórych wypadkach pośmiertnie) 1 Złotym Krzyżem Virtutti Militari, 17 Srebrnymi Krzyżami Virtutti Militari, 1 Srebrnym Krzyżem Zasługi i 13 Brązowymi Krzyżami Zasługi. Tylko dwóm załogom udało się przeżyć okres lotów na pomoc Powstańczej Warszawie.



Załoga polskiego bombowca Halifax (Bomber Command of British RAF), który właśnie powrócił z lotu nad Warszawą, lotnisko w Brindisi, sierpień 1944 r. (Zrzuty do Powstania Warszawskiego). Źródło: Domena publiczna.

W tym samym czasie do Eskadry przybyły planowane wcześniej uzupełnienia w celu rozbudowania jej do stanu Dywizjonu. Bierność Rosjan wobec Powstania, a także informacje, że rozbrajają oni (a wręcz zwalczają) oddziały AK na zajmowanych terytoriach spowodowała, że od tego momentu Brytyjczycy coraz bardziej ograniczali zrzuty do Polski. Obawiali się, że zrzuconą broń żołnierze Armii Krajowej wykorzystają do walki z nowym okupantem, co mogło zaszkodzić relacjom między Stalinem a Churchillem.
Na noc z 7/8 października zaplanowano lot do Polski 9 samolotów. Start 3 wstrzymano i próbowano odwołać pozostałe znajdujące się w powietrzu, ale rozkaz o powrocie dotarł tylko do kolejnych 3. Jedną z nich była Halifax GR-C F/Sgt Mioduchowskiego, który rozbił się podczas lądowania, na szczęście bez strat wśród członków załogi. Pozostałym trzem załogom które kontynuowały zadanie, nie udało się wykonać udanych zrzutów.
W nocy z 16/17 października do Polski wystartowało 14 maszyn (8 polskich i 6 południowoafrykańskich). Tylko 3 polskie załogi dokonały udanego zrzutu ludzi i sprzętu. Jednym ze zrzuconych tej nocy skoczków był W/Cdr Roman Rudkowski, dla którego było to drugi skok nad Polską (za pierwszym razem skakał w nocy 25/26 stycznia 1943 roku, następnie przetransportowany do Anglii w ramach operacji "Most II"). Jego zadaniem było przygotowanie odbioru brytyjskiej misji wojskowej przy AK (o którą od dawna dowództwo Polskiego Podziemia zabiegało). Z wysłanych załóg SAAF dwie (Lt. J.A. Lithgowa i Lt. D.O. Cullingwortha) zostały zestrzelone nad Polską. Były to ostatnie nie-polskie załogi wysłane ze zrzutami do Polski.

Kolejne loty do Polski wykonano 17/18 października (3 załogi) i 21/22 października (6 załóg), ale żaden z nich nie był udany. Na pokładzie jednego z Liberatorów, biorących udział w tej ostatniej operacji znajdowała się brytyjska misja wojskowa, która nie mogąc odnaleźć placówki wróciła do Włoch. Pomiędzy lotami do Polski 1586 Eskadra wykonała również 28 lotów do pozostałych krajów Europy. 2 listopada Ministerstwo Lotnictwa zgodziło się rozwinąć 1586 Eskadrę do stanu Dywizjonu. Pierwotnie miał on nosić numer 319 i oznaczenia kodowe VE, jednak na skutek interwencji polskich władz zgodzono się na nadanie mu numeru 301 i pozostawienie oznaczeń GR.
Kontynuując tradycję rozwiązanej w 1943 roku jednostki i jednocześnie w uznaniu zasług w niesieniu pomocy walczącej Stolicy, "nowa" jednostka otrzymała nazwę 301 Dywizjon do Zadań Specjalnych "Ziemi Pomorskiej - Obrońców Warszawy". Dowódcą dywizjonu został dotychczasowy dowódca Eskadry, W/Cdr Eugeniusz Arciuszkiewicz, zaś dowódcami jej eskadr zostali S/Ldr Witold Żurawski i F/Lt. Edmund Ladro. Stan Dywizjonu stanowiło 13 załóg i 11 maszyn (4 Liberatory i 7 Halifaxów).
Pierwszą operację do Polski, już jako dywizjon, wykonano nocą z 18/19 listopada siłą 10 maszyn. Na skutek protestu Rosjan lot mógł się odbyć tylko z wyraźnym zakazem wkraczania nad przestrzeń kontrolowaną przez ZSRR. Na pokładzie jednego z samolotów znajdowała się brytyjska misja wojskowa, ale i tym razem nie udało się dokonać zrzutu. Z 10 maszyn tylko jedna wykonała zadanie. Z 5 Liberatorów wysłanych nocą z 22/23 listopada trzem udało się dokonać zrzutów.

Mimo, iż niewykonany oficjalnie przez 301 Dywizjon to wartym odnotowania jest lot jaki 15 grudnia wykonał C-47 Dakota startująca z Brindisi. Dakota wykonywała operację "Windhorn IV", a zatem lot z lądowaniem w okupowanej Polsce. Był to pierwszy lot wahadłowy, wykonany w całości przez polską załogę (I pilot F/Lt Kazimierz Suszczyński, II pilot A/Cmdr Ludomił Rayski). Niestety na skutek złych warunków pogodowych samolot został zawrócony będąc nad terytorium Jugosławii. Był to ostatni lot w ramach operacji "Windhorn".
Począwszy od 25 grudnia Dywizjon latał do Polski przez 4 kolejne noce wysyłając po 5 maszyn (za wyjątkiem ostatniej nocy z 28/29 grudnia kiedy wysłano 10 maszyn). W jednym z tych lotów (z 26/27 grudnia), w końcu udało się zrzucić brytyjską misję wojskową, która trafiła pod opiekę Armii Krajowej. 18 stycznia brytyjska misja wojskowa zgłosiła się do Armii Czerwonej, która pojawiła się w okolicach Częstochowy, po czym zostali oni przez Rosjan aresztowani pod zarzutem szpiegostwa, mimo iż Moskwa wiedziała o ich obecności. Członkowie misji do Wielkiej Brytanii, przez Moskwę wrócili dopiero po kilku miesiącach.
Loty z 28/29 grudnia były ostatnimi jakie polska jednostka wykonała do ojczyzny. Niestety w czasie powrotu Halifax GR-H został zestrzelony a na jego pokładzie poległa cała załoga: W/O Bolesław Uram, F/Lt Tadeusz Wianecki, Sgt. Teodor Majer, W/O Eugeniusz Krzeczewski, F/Sgt Stanisław Lisik, F/Sgt Wiktor Müller i W/O Karol Macierzyński.
Poza 25 lotami do Polski, 301 Dywizjon wykonał w grudniu także 46 lotów do pozostałych krajów Europy. W nocy z 18/19 stycznia 1945 roku wracając z lotu nad płn. Włochy, podczas lądowania w Brindisi Liberator GR-S wypadł z pasa i wpadł do morza. P/O Zygmunt Weyna, W/O Ludwik Skoczylas, Sgt Andrzej Wandzel i P/O Jan Czarnota, choć ranni zdołali się uratować, natomiast S/Ldr Witold Żurawski, W/O Edward Gągała i W/O Stanisław Słowik utonęli we wraku maszyny.

19 stycznia 1945 roku w związku z postępem wojsk radzieckich, gen. Leopold Okulicki "Niedźwiadek" wydał rozkaz o rozwiązaniu Armii Krajowej. Dalsze loty z zaopatrzeniem do Polski z brytyjskiego punktu widzenia przestały mieć rację bytu.
Wkrótce Dywizjon otrzymał informację, że niedługo zostanie wycofany z Włoch. Nim to nastąpiło zdążył jeszcze wykonać 86 lotów do pozostałych krajów Europy. Ostatni lot z Brindisi 301 Dywizjon wykonał 26 lutego, zaś dwa dni później został wycofany z linii. 13 marca 301 Dywizjon został przeniesiony do lotnictwa transportowego i wyruszył do Anglii pozostawiając we Włoszech swoje wysłużone Liberatory i Halifaxy.
Od kwietnia nową bazą dywizjonu było lotnisko w Blackbushe. 6 maja dowódcą został W/Cdr Teofil Pożyczka (wcześniejszy dowódca Dywizjonu 300 "Ziemi Mazowieckiej"), zaś na wyposażenie dywizjonu weszły samoloty Warwick I i III.
8 maja 1945 roku Wielhelm Keitel podpisał w Berlinie akt kapitulacji III Rzeszy kończąc II Wojnę Światową w Europie. 301 Dywizjon kontynuował loty w ramach Transport Command. Podczas jednego z takich lotów, 21 września 1945 roku przewożąc nowe greckie banknoty, polski Warwick rozbił się podczas przymusowego lądowania w pobliżu Koryntu, rozsypując banknoty po całej okolicy (załodze nic się nie stało).
Ostatnią stratą dywizjonu była katastrofa Warwicka, który przelatując przez burzę zapalił się i spadł we Francji 27 lipca 1945 roku, grzebiąc załogę: F/Lt Alojzy Ratajczak, F/Sgt Antoni Mikołajczak, Sgt. Eugeniusz Kocoń i W/O Franciszek Bąk. 18 grudnia 1946 roku 301 Dywizjon "Ziemi Pomorskiej - Obrońców Warszawy" został oficjalnie rozwiązany.



Bibliografia:

Jerzy B. Cynk: Polskie Siły Powietrzne w Wojnie T.II, Gdańsk 2002.
Kajetan Bieniecki: Polskie Załogi nad Europą 1942-1945, Warszawa 2005.
Kajetan Bieniecki: Lotnicze Wsparcie Armii Krajowej, Warszawa 2005.
Wojciech Krajewski: Powietrzna Walka nad Bochnią, Bochnia 2006.
Piotr Hodyra: 301 Dywizjon Bombowy 1940-1943, Warszawa 2016.
Drogi Cichociemnych, praca zbiorowa pod redakcją Marii Braszczyk, Warszawa 2017.
Łukasz Jaśkiewicz: 300 Dywizjon Bombowy "Ziemi Mazowieckiej", Oświęcim 2013.
T. Królikiewicz, W. Matusiak: Polski Samolot i Barwa, Polskie Siły Powietrzne na Zachodzie 1940-1946, Warszawa 2014.
Pamiętniki żołnierzy Baonu AK "Zośka", T.II Starówka, praca zbiorowa pod redakcją P. Sikorskiego i S. Wyganowskiego, Warszawa 2012.
Jerzy W.Wypiórkiewicz: GENERAŁ RAYSKI Kalendarium życia gen. bryg. pil. inż. Ludomiła A.Rayskiego, Wrocław 2003.
Stanisław Jankowski "Agaton": Z fałszywym ausweisem w prawdziwej Warszawie, Warszawa 1980.

Załącznik:

Stopnie brytyjskie i polskie w Polskich Siłach Powietrznych.
Polscy lotnicy służący w Polskich Siłach Zbrojnych podlegali dowództwu brytyjskiemu. W odróżnieniu od innych rodzajów broni posiadali oni dwa stopnie wojskowe: polski i brytyjski. Problem przy opisywaniu Polskich Sił Powietrznych polega na tym, że bardzo często dany lotnik posiadał dwa nierównoważne stopnie. Dochodziło nawet od sytuacji, w której dany żołnierz mógł być jednocześnie polskim oficerem i brytyjskim podoficerem i na odwrót.
Dodatkowym problemem przy opisywaniu lotnictwa polskiego w Wielkiej Brytanii jest fakt, że wg. regulaminów Królewskich Sił Powietrznych (Royal Air Force - RAF), dowódcą załogi jest zawsze pierwszy pilot, zaś w przedwojennym Lotnictwie Polskim funkcję dowódcy w załogach wieloosobowych pełnił obserwator/nawigator. Ze względu na brytyjską strukturę organizacyjną i podległość operacyjną w niniejszej pracy autor posługiwał się stopniami brytyjskimi, posiadanymi przez żołnierzy w danym momencie. Poniżej lista stopni RAF wraz z polskimi odpowiednikami:

Stopnie RAF

Odpowiednik w PSP

Stopień

Skrót

Stopień

Skrót

Aircraftman 2

Ac 2

Szeregowiec

Szer.

Aircraftman 1

Ac 1

Starszy Szeregowiec

St. Szer.

Leading Aircraftman

Lac

Kapral

Kpr.

Corporal

Cpl

Plutonowy

Plut.

Sergeant

Sgt.

Sierżant

Sierż.

Flight Sergeant

F/Sgt.

Starszy Sierżant

St. Sierż.

Warrant Officer

W/O.

Chorąży

Chor.

Pilot Officer

P/O.

Podporucznik

Ppor.

Flying Oficer

F/O.

Porucznik

Por.

Flight Lieutenant

F/Lt

Kapitan

Kpt.

Squadron Leader

S/Ldr

Major

Mjr.

Wing Commander

W/Cdr

Podpułkownik

Ppłk.

Group Captain

G/Cpt

Pułkownik

Płk.

Air Commodore

A/C

Brak odpowiednika

Brak

Air Vice Marshal

A/V/M

Generał Brygady

Gen. Bryg.

Air Marshal

A/M

Generał Dywizji

Gen. Dyw.

Air Chief Marshal

A/C/M

Generał Broni

Gen. Br.

Marshal of the RAF

-

Marszałek.

-




powrót do spisu treści

© Copyright 2020. Mateusz Maroński
Design by Scypion, Butryk