|
"Sonderkommando"
Autor - Schlomo Venezia
Z każdym rokiem odchodzą kolejni świadkowie ludobójstwa. Ich relacje, wspomnienia stanowią przestrogę dla następnych pokoleń. Béatrice Prasquier przeprowadziła długą rozmowę ze Schlomem Venezią, obywatelem Włoch, Żydem, członkiem Sonderkommando, który zgodził się podzielić ze światem swoimi wspomnieniami, Spotykali się od 13 kwietnia do 21 maja 2006 roku. Ich rozmowy zostały spisane i tak o to do naszych rąk trafia ta niesamowita książka. Schlomo Venezia przyjechał do Auschwitz-Birkenau 11 kwietnia 1944 roku. Miał wtedy dwadzieścia jeden lat. Deportowano wówczas dwa i pół tysiąca Żydów, selekcję przeszło zaledwie trzystu dwudziestu mężczyzn (numery od 182440 do 182759) i trzysta dwadzieścia osiem kobiet (numery od 76856 do 77183). Reszta trafiła od razu do komór gazowych, wśród ofiar znalazły się również siostry i matka Schlomy. Po trzech tygodniach kwarantanny na jednym z apeli wyłoniono najsilniejszych mężczyzn, którzy mieli wykonywać szczególną pracę. Schlomo nie wiedział na czym będzie polegać wyjątkowość jego pracy, wkrótce dowiedział się tego od Avrahama Dragona. Pierwsze dni były spokojne, nowa grupa miała wyrywać chwasty i trawę w pobliżu krematorium. Ciekawość wzięła górę i Schlomo podszedł do jednego z budynków i zajrzał przez okno, jego oczom ukazał się przerażający widok - stos ciał. Rozpoczął się dla niego nowy rozdział życia, który ciężko określić słowami. Pracował, bo chciał przeżyć, ocierał się o śmierć każdego dnia, przyglądał się jej i zastanawiał się kiedy przyjdzie jego kolej.
Schlomo Venezia wynosił ciała z komór gazowych, palił je w dołach, obcinał włosy trupom. Największe wyrzuty sumienia odczuwał, gdy poganiał
ofiary do szybszego rozbierania się lub gdy podtrzymywał je podczas rozstrzeliwania. Schlomo przyznaje, że zdarzały się osoby, które
odmawiały pracy w Sonderkommando. Nieposłusznych natychmiast rozstrzeliwano. Schlomo opisuje swoją pracę z wszelkimi szczegółami, które przychodzą mu do głowy. Czuje się w obowiązku powiedzieć wszystko, nawet to, czego chciałby nie pamiętać. Podtrzymywanie ofiar przy egzekucjach, to rzecz, której nie potrafi sobie wybaczyć, ale i nie chce jej przemilczeć. Inni członkowie Sonderkommando nie wspominają o tym. Schlomo Venezia uczestniczy w spotkaniach z uczniami szkół, chce przekazywać prawdę o ludobójstwie i nie boi się odpowiadać na trudne pytania. Schlomo Venezia przeżył, choć jego oddział miał zostać rozstrzelany. Przeczuwając sytuację wmieszał się w tłum zwykłych więźniów i wraz z nimi odbył "marsz śmierci". Znalazł się w kolejnych obozach: Mauthausen, Melk i Ebensee. Wyjątkowe doświadczenie, które było jego udziałem, na zawsze odcisnęło piętno na jego dalszym życiu. Nigdy nie potrafił odnaleźć już szczęścia, radości i lekkości bytu. Chwile dobre miewał rzadko, szybko wracały wspomnienia, które zalewały go swoim ciężarem. Ożenił się i miał dzieci, ale przyznał, że nie był dobrym ojcem, nie umiał uczestniczyć w wychowaniu swoich dzieci.
Książkę "Sonderkommando" powinien przeczytać każdy, kto interesuje się tematyką obozów koncentracyjnych. |
© copyright 2010, Monika "monikqe" Janiak
Design by Scypion